Ciemna strona II RP – masochizm w czasach naszych pradziadków I

Część I.

 

Rozważając o Drugiej Rzeczpospolitej, często rysuje się nam przed oczami ugrzeczniony a więc siłą rzeczy odrealniony obraz tamtej epoki. Mamy tendencję do myślenia jedynie o „jasnej” stronie tamtych czasów – hołdujące tradycyjnym wartościom społeczeństwo, wzorowe rodziny, Polska wstająca z kolan po 123 latach niewoli. Niemal automatyczne staje nam przed oczami obraz dżentelmenów dyskutujących w kawiarniach o bieżących sprawach czy też słyszymy w głowach słowa nieśmiertelnego hitu „Umówiłem się z nią na dziewiątą” w wykonaniu Eugeniusza Bodo. Po zastanowieniu, trudno jednak dziwić się takiej właśnie ocenie sytuacji. Bo jak nie idealizować pierwszej niepodległej od końcówki XVIII wieku Polski? Jak możemy szukać „ciemnych” stron czasów, w których rodzili się i dorastali nasi pradziadkowie? Czy ktokolwiek z nas potrafi sobie wyobrazić swojego pradziadka jako kryminalistę czy seksualnego dewianta? Gdy jednak odrzucimy życzeniowe myślenie, zaprzestaniemy idealizacji i zagłębimy się w prawdziwą historię, to będziemy w stanie dostrzec prawdziwy obraz II RP i jego społeczeństwa – zaczniemy dostrzegać że Polska, choć odrodzona i wolna, była krajem biednym i zniszczonym, dostrzeżemy również że społeczeństwo naszych pradziadków nie było tak krystalicznie czyste jak nam się wydaje. Zoofilia, nekrofilia, kazirodztwo, pedofilia, masochizm. Wszystkie te seksualne dewiacje zdają się po prostu nie pasować do eleganckiego, tradycyjnego społeczeństwa polskiego doby Drugiej Rzeczpospolitej. Wydają się one zjawiskami, które poważnym problemem stały się dopiero w naszych czasach. Jednak, co postaram się pokazać na przykładzie masochizmu, wspomniane wyżej perwersje miały swoją rolę już w czasach młodości naszych pradziadków.

Na samym początku rozważań warto powiedzieć czym w ogóle jest masochizm. Podając za „Słownikiem języka polskiego PWN” masochizm to: 1. znajdowanie przyjemności w zadawaniu sobie cierpień lub w poddawaniu się im; 2. zboczenie polegające na doznawaniu satysfakcji seksualnej pod wpływem bólu i upokorzenia. W tym miejscu należy także zaznaczyć, że nieodłącznym elementem masochistycznych upodobań jest z reguły erotyczna asfiksja tzn. czerpanie podniecenia seksualnego z utraty oddechu.

Początków nowoczesnego masochizmu należy szukać tylko w jednym miejscu –
w wydanej w 1870 roku powieści „Wenus w futrze” autorstwa Leopolda von Sacher-Masocha (od którego nazwiska pochodzi z resztą nazwa owej dewiacji). Historia opisana w książce sprawia, że bohaterów dzieła możemy uznać za protoplastów masochistów i domin.
Co ciekawe jednak, by rozpropagować ten rodzaj zboczenia trzeba było czekać niemal pół wieku, aż doszło do jednego z największych skandali międzywojennej Europy.
Mowa tu oczywiście o aferze związanej Marią Nikołajewną Tarnowską, rosyjską arystokratką, już przed swoim słynnym procesem znaną z rozpustnego trybu życia. Regularnie zdradzała małżonka, doprowadziła do samobójstwa nieszczęśliwie zakochanego
w niej szwagra, a także wręcz obsesyjnie poszukiwała coraz to nowych i bogatszych „sponsorów”, co w końcu doprowadziło do głośnego w Europie rozwodu. Jednak jak pokazała historia, prawdziwy rozgłos hrabiny Tarnowskiej miał nadejść dopiero w roku 1910. Wtedy to właśnie ruszył wspomniany wcześniej proces związany z zabójstwem jej nowego, świeżo poślubionego męża – rosyjskiego magnata Pawła Karnowskiego. Przed zaślubinami podpisał on polisę ubezpieczeniową na milion rubli, które miały trafić do Marii w wypadku gdyby coś mu się stało. Nie trzeba było na to długo czekać. Tarnowska, wykorzystując masochistyczne upodobania swego kochanka – Nikołaja Naumowa, uzależnia mężczyznę od siebie i przekonuje go do zamordowania Karnowskiego. Lecz to nie przez sam fakt tej zbrodni Tarnowska i Naumow znajdują się ustach całej ówczesnej Europy. Najciekawsza
i najszerzej komentowana okazała się specyficzna relacja łącząca kochanków. Wypowiadały się o niej największe światowe tuzy psychiatrii z Sigmundem Freundem na czele a gazety prześcigały się w publikowaniu materiałów dotyczących sprawy. „Gazeta Lwowska”
w kwietniu 1910 opisała orzeczenia biegłych określające Naumowa jako amoralnego człowieka czerpiącego zadowolenie seksualne z bycia kobiecym niewolnikiem a krakowskie dzienniki „Naprzód” i „Nowa Reforma” przytoczyły zeznania hrabiny Tarnowskiej w których przedstawiała znajomość z kochankiem jak analogię relacji Seweryna i Wandy
z wspominanej wcześniej książki Sacher-Masocha.

Powyższa historia przyczyniła się do tego, że masochizm znajdujący się niejako na poboczu ówczesnych fantazji seksualnych, stał się jedną z najpopularniejszych dewiacji epoki. Swoją oddaną rzeszę praktykujących zdobył on również w ówczesnej Rzeczpospolitej, szczególnie na początku lat 30. Zapoznając się z prasą z tamtego okresu możemy natknąć się na wiele przypadków wspomnień o masochizmie. Przykładowo, w numerze 19 „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” z 18 lipca 1932 roku, w dziale ogłoszeń matrymonialnych możemy znaleźć dwa następujące anonse:

  • PANIE gustujące w typie mężczyzny, mającego w swym charakterze , usposobieniu, upodobaniach, cechy raczej kobiece, znajdą w kawalerze na niezłej, stałej posadzie „wymarzone” uosobienie uległości i dostosowania się do przejawów zupełnie nieprzeciętnych gustów i pragnień. Reflektuję w celu poważnym na Panie inteligentne, przystojne, energiczne, materjalnie, wystarczająco sytuowane, granica wieku
    i pantofelka 33-40 – Szczegółowe oferty warunków i walorów, możliwie z podobizną IKC. Bydgoszcz, Gdańska 14. „Zharmonizowane kontrasty”.”
  • KAWALER na stałej posadzie, wykszt. akadem., znudzony samotnością, zamieni chętnie dotychczasową swobodę na miłą niewolę małżeńską, choćby nawet i pod pantofelkiem ale przystojnej Pani wzrostu i tuszy średniej lub „wyżej”, materjalnie nieźle sytuowanej z usposobienia energicznej, o specjalnych gustach i upodobaniach w wieku ok. „balzakowskim” – odpowiadam tylko na zgłoszenia o bezpośrednim adresie. Fotografia pożądana. I.K.C. Bydgoszcz, Gdańska 14 – „Zmienione role”.”

Są to tylko przykłady z jednego numeru, jednej z wielu ówczesnych gazet. Jednak już dzięki nim możemy zauważyć ciekawą rzecz – międzywojenni masochiści nie uważali swojego zwyrodnienia jako czegoś, z czym należy się ukrywać, co nie przystoi. Jak widzimy nie mieli oporów szukać współtowarzyszki poprzez zwykłe ogłoszenia matrymonialne i zostawiać na siebie namiarów. Jeszcze ciekawsza jest postawa samej redakcji „Ilustrowanego Kuryera Codziennego”. Wydawać by się przecież mogło, że umieszczanie anonsów dewiantów seksualnych w poczytnej gazecie codziennej jest ruchem wysoce ryzykownym oraz kontrowersyjnym. Robiono to jednak, co może świadczyć o jakiejś formie cichego przyzwolenia na taki sposób zaspokajania potrzeb seksualnych.

Wielokrotnie temat masochizmu w II RP wychodził na światło dzienne przy okazji różnych afer, skandali czy spraw kryminalnych, co oczywiście nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę stosunek społeczny do tej dewiacji, oraz to jakie ryzyko ze sobą niosła. Najbardziej znany z takich przypadków został opisany na łamach skandalizującego pisma „Tajny Detektyw. Ilustrowany Tygodnik Kryminalno-Sądowy”. Na przestrzeni kilku numerów, została tam opisana historia dotycząca śmierci żydowskiego aktora i komika, Abrama Gotfryda. Początkowo, po znalezieniu jego ciała policja rozważała wariant samobójczy, a potem śmierć w wyniku konfliktu z prostytutką zwaną „Czarną Jadźką”.
Po przesłuchaniu owej kobiety, wykluczono jej udział w aferze ale za to postanowiono bliżej przyjrzeć się środowisku warszawskich ulicznic. Jak podaje „Detektyw” w tym celu zatrzymano i przesłuchano aż 368 kobiet lekkich obyczajów. Wtedy dopiero na jaw wyszło, że aktor był doskonale znany w środowisku ze swoich nietypowych upodobań seksualnych. Przylgnął nawet do niego specyficzny przydomek – „Juzio duś”. Dzięki temu odkryciu śledczy łatwo odkryli prawdę – Abram Gotfryd zmarł uduszony podczas orgii erotycznej. Zatrzymana została Zofia Kuzio zwana „Zośką Pomidor”, szybko ruszył też jej proces.
Ze względu na reputację aktora, jego dewiacje oraz to, że de facto wyraził on zgodę na duszenie, kobieta już cztery dni po zakończeniu procesu opuściła areszt. Historia, z racji na upodobania seksualne Gotfryda odbiła się szerokim echem w II RP, jednakże nie był on żałowany – ogłoszono go dewiantem i zwyrodnialcem, pozbawiono czci a wręcz przestano uważać jego życie za cokolwiek warte.

Drugą znaną, choć nie mogącą równać się z historią Abrama Gotfryda, aferą była sprawa tzw. „zboczeńca z Kościana”. We wrześniu 1933 roku w parku miejskim w Kościanie znaleziono ciało Jana Świecha. Początkowo sprawa wydawała się oczywista – mężczyzna został uduszony zaciśniętym na szyi szalem. Nawet prasa podawała, że przed śmiercią „stoczył zaciekłą, przedśmiertną walkę”. Sprawa jednak skomplikowała się, gdy poznano nazwisko sprawcy – Stanisława Dominiaka. Wyszło wtedy na jaw, że Świech nie zginął
w wyniku napadu, tylko wyniku zbyt dalece posuniętej seksualnej fantazji. Sąd uznał Dominiaka za zboczeńca a także winnego nieumyślnego spowodowania śmierci i skazał go na 2 lata więzienia.

 

Część druga – KLIKNIJ TUTAJ!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *